Europa / Norwegia / Skandynawia

Norwegia – kraj NAJ!

Norwegia jest jak niezwykłej urody kobieta – łatwo ją pokochać, łatwo znienawidzić – zwłaszcza gdy po tygodniowym wypoczynku w sprzyjających okolicznościach przyrody wrócisz do domu z pustą kieszenią. To prawda, backpacking a la Skandynawia jest drogi, ale widoki które oferuje nam Norwegia warte są każdej złotówki. Jak oswoić fiordy tak by jadły nam z ręki? Grunt to kombinować. A to cecha którą każdy z nas, Polaków, wyssał z mlekiem matki.

Jak trafiłam do Norwegii?

Bilety do Norwegii wygrałam w konkursie. Jak to się mówi głupi, to ma zawsze szczęście. Ściemniać nie będę – o Norwegii wiedziałam tyle ze ZIMNO i DROGO. Zaatakowałam zatem latem, chociaż w tym wypadku przewodniki były bezlitosne – Bergen to najbardziej deszczowe miasto Europy, posiadające nawet swój własny „festiwal deszczu” w paździeniku (według niektórych, trwa on jednak cały rok). Nasze plecaki, wypełnione głównie jedzeniem, są mega ciężkie i od samego początku podroży pluję sobie w brodę, że nie zainwestowałam w porządny turystyczny model – mój szkolny tornister jest tak niewygodny, że mam ochotę klnąć już na etapie opuszczania mieszkania ;-). Dobrze że zrezygnowałyśmy z pomysłu brania własnego namiotu – couchsurfing zaoszczędził nam sporo dźwigania!

Bergen – stolica krainy cudów.

Planując podróż zastanawiałam się czy opłaca się zostać w Bergen dlużej niż jeden dzień. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli podobny dylemat a będziecie zmuszeni wybrać albo dłuższy pobyt w Bergen albo podróż w głąb kraju, mówię krótko NIE WARTO siedzieć w mieście! Bergen ma wiele ciekawych muzeów, ale jako że z założenia podróżowałysmy za filmowy „jeden uśmiech”  szukłam możliwości załapania się na darmowe atrakcje: Targ Rybny (SALAMI Z ŁOSIA!!!), zabytkowe Bryggen z siecią ciasnych drewnianych pasaży, okolice fortecy Bergenhus oraz Floyen – punkt widokowy na wysokości 320 metrów, zlokalizowany na jednym ze wzgórz otaczających Bergen. I tu muszę oddać miastu sprawiedliwość – położone jest w naprawdę fajnym punkcie także jeśli już zdarzy się Wam mieć trochę wolnego czasu warto wybrać się na trekking. Po przylocie i pokręceniu się po ciasnych uliczkach miasta czas zlokalizować pierwszego hosta – Kristian mieszka 10 min pociągiem od centrum Bergen. Pracuje w sklepie (jako kasjer) a może pozwolić sobie na samochód i wynajęcie domu – czujecie to ukłucie polskiej igły zazdrości? Ci Norwegowie to dopiero mają fajnie! Tak, tylko tak się składa, że Krystian jest z pochodzenia Kolumbijczykiem. Adoptowany przez Norweską rodzinę, dziś szuka swoich korzeni w Południowej Ameryce. Następnego dnia, niewyspane (Kristian ewidentnie nie łapał aluzji ze chcemy już spać mimo oscentacyjnego ziewania 🙂 ) opuszczamy Bergen.

Bergen - widok na przystan
Bergen – widok na przystań
fasady drewnianych domów na starówce w Bergen
fasady drewnianych domów na starówce
Bryggen - spacer pasażami
Bryggen – spacer ciasnymi pasażami starówki
norweska symbioza z przyrodą jest czymś niesamowitym
norweska symbioza z przyrodą jest czymś niesamowitym
dachy Bergen
dachy Bergen

Fjordy. O mój Boże!

Autobus z Bergen do fiordów zachodnich na trasie Bergen – Sogndal to koszt około 350zł w obie strony. W zamian otrzymujemy nowoczesny, komfortowy i prawie pusty bus… prawie… bo akurat wtedy kiedy podróżujemy my, para zagranicznych turystów na tylnich siedzeniach postanawia oddać się miłosnym igraszkom…

Docieramy do Sogndal i domu naszego drugiego hosta – Guttorma. Niewątpliwie trafiłyśmy do raju. Chatka z piernika na wzgórzu z widokiem na bezkresne wody największego norweskiego fiordu. Bajka. Guttorm to dla nas ekologiczny freak z trzema koszami na śmieci, bez telewizora i na dodatek chodzeni nago pod domu (TAK! NAGO!) ale przede wszystkim jest perfekcyjnym hostem! Mogłabym z łatwością przywyknąć do jego stylu życia.

Prawdziwym bogactwem Norwegii jest natura. I choć wydaje się to tylko pustym frazesem – nic bardziej mylnego. Norwegia  to kraj z gratisową opcją open bar na wszystkie niesamowite widoki! Nasz cel, jęzor lodowca Nigardsbreen, to niewątpliwie jedno z najbardziej niesamowitych miejsc jakie widziałam. Było naprawdę ślisko – niestety już nie pierwszy raz miałam okazję przekonać się o tym na własnych czterech literach! 🙂

kierunek na chatki nad brzegiem fjordu
w poszukiwaniu noclegu…
najpiękniejsza sypialnia świata
bez wątpienia najpiękniejsza sypialnia świata
idealne wakacje nie potrzebują wiele
idealne wakacje nie potrzebują wiele

 

ekstremalna kąpiel w fjordzie

ekstremalna kąpiel w fjordzie

podejście pod lodowiec
profesjonalne podejście pod lodowiec 🙂
księżycowy krajobraz
księżycowy krajobraz
lodowiec
język lodowca na wyciągnięcie ręki

Następnego dnia wybieramy się do Urnes zobaczyć najstarszy drewniany kosciół w Norwegii (1150 n.e) wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco. Budownictwo tego typu jest charakterystyczne dla Norwegii dlatego zaskoczeniem dla wielu z was będzie fakt, że podobny kościół można odnaleźć np. w Karpaczu – Świątynia Wang. (Wikingowie w Polsce?!?!)

Brak planów na kolejne pół dnia zaowocował trekkingiem, szlakiem odkrytym przez moja towarzyszkę niedoli. Trekkingiem, który o mało co nie przypłacilam życiem – dla ścisłści 🙂 A zapowiadało się dość niewinnie… Szlaki w Norwegii sa słabo oznakowane i czasem trzeba nielada wysiłku żeby odnaleźć „czerwoną kropkę”. Puszczam przodem mojego zwiadowcę aby wcześniej wyłapał wszystkie pajęczyny (czy ja już wspominałam jak panicznie boję się pająków?).

Na rozstaju dróg dwie opcje – wspinaczka w górę lub kontynuacja szlaku wzdłuż fjordu. Wybieramy szlak, którym już podążałyśmy, jednak sytuacja nieoczekiwanie ulega zmianie kiedy Anka przejmuje kontrolę i przez nieuwagę staje nogą w… mrowisko! Nigdy nie widziałam jej tak przerażonej. 🙂 Uciekamy przed krwiożerczymi mrówkami przez krzaki, szlakiem pod górę… Dyyyyyszę. Co 5 metrów staję i nie mogę złapać tchu, mam ochotę wyć i chcę już być w domu bo ten spacer zamienił się w jakieś ekstremalne nie wiadomo co. Chyba porwałam się z motyką na słońce.. Ale ja przecież nie jestem mięczakiem. Biorę dupę w garść i jakoś daję radę. Na czworaka, ale przecież o stylu zdobycia szczytu nigdy się nie mówi 🙂 Widok z góry wart był każdej kropli potu na moim ciele. Zobaczcie sami.

Urnes - najstarszy drewniany kościół w Norwegii
Urnes – najstarszy drewniany kościół w Norwegii
trekking w nieznane
trekking w nieznane (ale jaki biceps!)
widok ze szczytu zapierał dech w piersiach
widok ze szczytu zapierał dech w piersiach
Norwegia – najpiękniejszy kraj Europy!

Po takiej dawce adrenaliny czas dosłownie sturlać sie na dół. Okazuje się że to idzie mi o niebo lepiej niż Ance, która to do perfekcji opanowała jazdę na 4- literach. 🙂 Ja za to czuję się jak narkoman naćpany pięknymi widokami – dopada mnie tendencyjna głupawka – nie mogę przestać chichotać. Później na asfalcie nogi odmawiają mi posłuszeństwa i wtedy bynajmniej nie jest mi do śmiechu. Ledwo się wlokę, wyciągam kciuk w górę.

Podrożujemy autostopem z różnymi przygodami. Para francuzów jedzie nam (nam w sensie Polakom) od alkoholików , starszy Norweg kierowca rozklekotanej ciężarówki mówi sam do siebie, Niemcy wykazują się nadzwyczajnym jak na Niemców, poczuciem humoru, a Norweżka milczy. To nasza ostatnia noc w tym pięknym miejscu. Jutro wracamy do Polski. W oku autentycznie kręci się łezka jak za czasów kolonii letnich w Nadliwiu. Gorąco polecam Norwegię każdemu z Was. Złapalam bakcyla i wrócę tu prędzej czy później, bo jest to prawdziwy kraj-NAJ! I jak widzicie nie chodzi tu tylko o naj-wyższe ceny!

dlaanii